wtorek, 5 kwietnia 2011

Zaklinacz psow

Ostatnia niedziele Bruno i Marc spedzili na rodzinnym spotkaniu z okazji urodzin cioci Garis. Ja wraz z naszymi przyjaciolmi, ktorzy odwiedzili nas w weekend przyjmowalam innych gosci, ktorzy zjawili sie u nas w domu na Pauli otwarcie. W rezultacie rozdzieleni przezywalismy kazdy co innego. Po powrocie Marca i Bruna nie moglam sie nadziwic historiom o tym jak syn dzielnie znosil towarzystwo psow i tym razem to juz naprawde bardzo sie z nimi zaprzyjaznil. Kradne zdjecia zrobione przez dziadka Wima, bo nie moge sie oprzec aby wam pokazac duzego fajnego chlopaka.








A Marc juz mnie zagaduje, ze moze tez juz czas na psa;) Fajnie by bylo nie powiem. Ale chyba jeszcze wole poczekac na lepsze warunki, dom na parterze, jakis ogrodek...ach marzenia sie spelniaja!


2 komentarze:

  1. Po to sa marzenia, zeby sie spelnialy!!! Doczekasz sie swojej bokserki:)
    My teraz mamy Rhodesiana za sasiada, mloda bestia-jak zaczynaja biegac przed domem z naszym psem to przerazenie mnie bierze, juz niejednokrotnie dzieci "odfruwaly" potracone przez rozbawione psy.
    Sciskamy!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaki duzy i odwazny chlopak z Bruna! Macie swietnego synka, a na pieska jeszcze przyjdzie czas:-)nam tez sie marzy bokserek w przyszlosci...heh...Calusy dla Ciebie i chlopakow.

    OdpowiedzUsuń