Ostatnia niedziele Bruno i Marc spedzili na rodzinnym spotkaniu z okazji urodzin cioci Garis. Ja wraz z naszymi przyjaciolmi, ktorzy odwiedzili nas w weekend przyjmowalam innych gosci, ktorzy zjawili sie u nas w domu na Pauli otwarcie. W rezultacie rozdzieleni przezywalismy kazdy co innego. Po powrocie Marca i Bruna nie moglam sie nadziwic historiom o tym jak syn dzielnie znosil towarzystwo psow i tym razem to juz naprawde bardzo sie z nimi zaprzyjaznil. Kradne zdjecia zrobione przez dziadka Wima, bo nie moge sie oprzec aby wam pokazac duzego fajnego chlopaka.
A Marc juz mnie zagaduje, ze moze tez juz czas na psa;) Fajnie by bylo nie powiem. Ale chyba jeszcze wole poczekac na lepsze warunki, dom na parterze, jakis ogrodek...ach marzenia sie spelniaja!
Po to sa marzenia, zeby sie spelnialy!!! Doczekasz sie swojej bokserki:)
OdpowiedzUsuńMy teraz mamy Rhodesiana za sasiada, mloda bestia-jak zaczynaja biegac przed domem z naszym psem to przerazenie mnie bierze, juz niejednokrotnie dzieci "odfruwaly" potracone przez rozbawione psy.
Sciskamy!
Jaki duzy i odwazny chlopak z Bruna! Macie swietnego synka, a na pieska jeszcze przyjdzie czas:-)nam tez sie marzy bokserek w przyszlosci...heh...Calusy dla Ciebie i chlopakow.
OdpowiedzUsuń