sobota, 4 czerwca 2011

Dawno obiecane czyli... LATO W MIESCIE

...Albo deszcz, ze nic tylko siedziec w domu i puzzle ukladac, albo upal w ciagu tygodnia kiedy wszyscy w pracy i w zlobie. W koncu religia chrzscijanska i ichnia tradycja musiala nam wyjsc na przeciw i pomoc w tej lamiglowce. (Swoja droga ciagle sie zastanawiam co to bylo, i najbardziej prawdopodobne wydaje mi sie Boze Cialo - ktore w NL wypada 2go czerwca (?), hmn nie przypominam sobie aby w PL zaraz po Dniu Dziecka byl ustawowo wolny od pracy dzien...) Ale mniejsza o to. To byl czwartek 2.06, w Rotterdamie 26 stopni na termometrze. Wszyscy albo pognali do parku na zielona trawke albo na wode. Powyciagali co tylko mieli motory, auta, rowerki do chodzenia, (balkoniki tez;), motorowki, jachty i zaglowki. Czyli w skrocie wg Bruna BOOTORy (boot to lodka a tor to juz od motoru). Z tego wszystkiego pod oknem naszym ruch rzeczny niesamowity, a ze Marc na razie tylko zastanawia sie nad budowa lodki (dla syna oczywiscie) nic nam nie pozostalo innego w ten dzien jak wyciagnac fure i patrzec na chlopaka jak dumnie mknie pomiedzy kocami.

1 komentarz:

  1. Ale czadowy sprzecior!!!
    Gratulujemy Ci siostrzenicy a Brunowi slicznej kuzynki!!!

    OdpowiedzUsuń